Galton w imię rozumu zaapelował do władz o wydanie zakazu zawierania małżeństw przez osoby ułomne, które, jak mniemał, bez wątpienia spłodzą degeneratów. W Anglii osoby o cechach pożądanych społecznie miały stworzyć nową arystokrację umysłów, klub ludzi uzdolnionych, do którego wstęp wiódł poprzez odpowiednio wyselekcjonowane małżeństwa.

Anglia nie przez przypadek stała się w XVIII i XIX w. poligonem doświadczalnym nowych idei. Już od XVI w. przeżywała proces burzliwych zmian, co w symboliczny sposób było coraz bardziej widoczne w lożach masońskich. W 1600 roku świat arystokracji umysłu i arystokracji krwi spotkał się w Edynburgu, w loży masońskiej St. Mary’s Chapel. Został do niej przyjęty John Boswell of Auchinleck, a nieco później lordowie Eglinton i Cassilis. Po upływie 100 lat loże stały się tak modne i prestiżowe, że w 1737 roku członkiem jednej z nich został następca tronu Fryderyk książę Walii.

W 1729 roku wielkim mistrzem Wielkiej Loży został przywódca angielskich katolików Tomasz książę Norfolk. Loże stały się miejscem integracji nawet tych, którzy ze względu na antykatolicyzm władz Wielkiej Brytanii nie mogli pełnić żadnych funkcji państwowych. Spotykali się w nich„jak równi z równymi, ludzie różnych stanów, wyznań, narodowości, przekonań politycznych i dyskutowali bez zahamowań na temat ogólnoludzkich ideałów i marzeń, spornych spraw naukowych, religijnych, czy obyczajowych”1. Społeczny i polityczny klimat antypapieskiej Anglii sprzyjał indywidualizmowi moralnemu, tworząc dobrą pożywkę dla nieskrępowanej swobody badań naukowych i wnioskowania.

Franciszek Galton – pasjonat matematyki i statystyki, odkrywca prawidłowości zapowiadających zmiany ciśnienia atmosferycznego a także niepowtarzalności linii papilarnych i twórca metody zdejmowania odcisków palców, nieco obsesyjnie poszukiwał źródeł geniuszu. Będąc kuzynem Karola Darwina i czując brzemię własnego intelektu, intuicyjnie przewidywał, że rozwiązanie tej tajemnicy może tkwić w dziedziczeniu cech. Przeglądał słowniki biograficzne, encyklopedie i drzewa genealogiczne poetów, artystów, uczonych i wybitnych wojskowych. Fakt, że wielu z nich pochodziło z tych samych rodzin, uznał za dowód dziedziczenia cech fizycznych, umysłowych i predyspozycji twórczych.

Swoje obserwacje podsumował w wydanej w 1869 roku książce pt. „Dziedziczny geniusz”. Galton genialnie przeczuwał, że jego obserwacje są czymś więcej niż prywatną obsesją, lecz ubolewał, że nadal nie mają naukowych podstaw. Skierował zatem swoją aktywność w stronę poszukiwania matematycznej formuły pozwalającej określić cechy przyszłego potomstwa.

Przeczuciom Galtona przyszło w sukurs oświadczenie niemieckiego biologa Augusta Weismana. Badając komórki przy pomocy mikroskopu dużej mocy, stwierdził istnienie substancji przenoszącej cechy dziedziczne. Nazwał ją plazmą zarodkową. Ta substancja została uznana przez Galtona za fundament umożliwiający mu wreszcie skonstruowanie teorii i wydanie orzeczenia, że jakość potomstwa zależy od cech przodków, a środowisko i warunki życia nie mają najważniejszego wpływu na poprawę jakości ludzkiego gatunku. W oczach entuzjastów nowej inżynierii społecznej stał się natchnionym prorokiem idei, dzięki której miał się ziścić sen o doskonałej rasie ludzi wolnych od ułomności, widocznych aż za dobrze w dzielnicach biedoty i rozmaitych przytułkach.

Galton w imię rozumu zaapelował do władz o wydanie zakazu zawierania małżeństw przez osoby ułomne, które, jak mniemał, bez wątpienia spłodzą degeneratów. W Anglii osoby o cechach pożądanych społecznie miały stworzyć nową arystokrację umysłów, klub ludzi uzdolnionych, do którego wstęp wiódł poprzez odpowiednio wyselekcjonowane małżeństwa. Postęp tkwił w założeniu, że nowa inżynieria społeczna nazwana w 1883 roku eugeniką (gr. eugens – dobrze urodzony) miała objąć znacznie szersze środowisko dobrze urodzonych niż dawna dziedziczna arystokracja, którą Galton uważał za dotkniętą procesem degeneracji.

Ruch eugeniczny w Wielkiej Brytanii rozpoczął prowadzenie pracy popularyzatorskiej, pozyskując sympatię wielu osób o znanych nazwiskach. George Bernard Shaw – wybitny pisarz – wygłosił w 1910 roku złowieszczą przepowiednię „Część eugenicznej polityki doprowadzi nas w końcu do tego, że komora gazowa wejdzie w powszechne użycie. Trzeba będzie wyeliminować bardzo wielu ludzi z tego prostego powodu, że opieka nad nimi jest stratą czasu”2. Eugenika uwodziła wiele wybitnych jednostek, a wolność i równość nie mogła być ich zdaniem darem dla tych, którzy byli odrażający, brudni i na pewno źli.

Analizując zjawisko fascynacji eugeniką wśród ludzi inteligentnych i wykształconych, można dojść do mało optymistycznej konstatacji, że intelekt nie jest przeszkodą dla okrucieństwa. Idee uosabiane przez Galtona trafiły na podatny grunt w Zjednoczonych Stanach Ameryki. Rewolucja amerykańska, która dokonała się wraz z secesją dawnych kolonii brytyjskich i przyjęciem Deklaracji Niepodległości, była od swojego zarania zatruta konfliktami rasowymi i etnicznymi. Thomas Jefferson, jeden z autorów demokratycznego mitu założycielskiego USA, będąc przeciwnikiem niewolnictwa, sam nigdy nie uwolnił własnych niewolników.

Nie tylko biali byli ich właścicielami, mieli ich także niektórzy czarnoskórzy wolni obywatele tego najbardziej demokratycznego w teorii państwa świata. Nowa ziemia obiecana była terenem ostrego konfliktu pomiędzy WASP (White Anglo-Saxon Protestant) – pierwszymi kolonistami, elitą założycielską Zjednoczonych Stanów Ameryki, a różnoetnicznymi imigrantami. WASP, zazdrośnie strzegąc swojej uprzywilejowanej pozycji społecznej, chętnie dawali posłuch teoriom określającym białą rasę, a szczególnie nordyków, jako crame de la creme całej ludzkości.

Jeśli w USA istniała kraina wolności (Liberty Hall), to była ona stworzona właśnie dla nich. Supremacja rasy nordyckiej obejmującej białych protestantów z Anglii, Szkocji, Holandii, Niemiec, Danii, Szwecji i Norwegii była uważana przez jej proroków, takich jak pionier pedagogiki John Franklin Bobbit czy Madison Grant (członek zarządu Muzeum Historii Naturalnej), za prawo naturalne uzasadniające wszelkie przesądy rasowe. Do kategorii ludzi zdegenerowanych zaliczono przedstawicieli tzw. rasy śródziemnomorskiej: Greków, Włochów, Hiszpanów, Portugalczyków. W Bostonie doszło do antyirlandzkich rozruchów, gdyż imigranci z zielonej wyspy jako Celtowie i na dodatek katolicy nie należeli do dobrego nordyckiego towarzystwa. Podobnie jak Żydzi i Słowianie oraz wszyscy o odmiennym od białego kolorze skóry.

Ideologia przeważającej części środowiska WASP, broniącego własnych przywilejów, i niechęć do odmiennych kulturowo nowych imigrantów sprawiły, że tradycyjny establishment chętnie przyjął eugenikę jako naukowe uzasadnienie dla utrzymywania własnej supremacji w społeczeństwie amerykańskim. A to przychodziło z coraz większym trudem w miarę powstawania nowych elit. Atmosferze przyzwolenia dla eksperymentów eugenicznych sprzyjał również protestancki etos bogactwa i pracy – skądinąd postawa godna szacunku, która była źródłem dobrobytu tych społeczeństw.

Przedmiotem podziwu byli dla WASP przede wszystkim ludzie bogaci, bieda stawała się czynnikiem wykluczenia i nie zasługiwała na współczucie. „Amerykanina trzeba by takiego współczucia dopiero uczyć i to bez większych szans na powodzenie. Kto nie ma, widać na to nie zasłużył, nie dość chwalił Boga swoją pracą; ja mam, więc jestem lepszy od niego; po co bym się starał być lepszy od niego, jeśli za sukces karano by mnie wyrzutami sumienia”.3 Amerykańskim zwolennikom eugeniki sprzyjał tradycyjny rygoryzm miejscowego prawa zakorzeniony nawet w poglądach jednego z Ojców Demokracji, który uchodził w XVIII w. za humanistę i człowieka światłego. Thomas Jefferson dawał swoją zgodę na okaleczanie przestępców w sposób, w jaki pionierzy eugeniki stosowanej „leczyli” później społecznie nieprzystosowanych (unfit) – „Napad, rabunek, winien być karany kastracją [sic !]”4.

Amerykańscy eugenicy dbali, by zwykłą nietolerancję odziać w gronostaje uniwersyteckiej nauki za pieniądze najbardziej znanych filantropów kraju, takich jak Andrew Carnegie, John D. Rockefeller czy Mary Harriman. Angielskim eugenikom zabrakło rozmachu i entuzjazmu ich kuzynów zza oceanu. Tymczasem w USA powstawał silny ruch kierowany przez Karola Davenporta, absolwenta Uniwersytetu Harwarda i syna protestanckiego duchownego. Ponieważ wielu znanych lekarzy odmówiło mu poparcia, rozpoczął budowę szerokiej koalicji skupiającej członków Amerykańskiego Stowarzyszenia Hodowców i ludzi wybitnych, takich jak wynalazca telefonu Alexander Graham Bell.

Davenport przygotowywał się starannie do wojny o szczęście ludzkości. Pierwsza bitwa miała się odbyć w USA. Aby ją wygrać, należało najpierw stworzyć krajowy rejestr upośledzeń – po to, żeby narysować mapę ingerencji eugenicznych. Potencjalnym celem było 11 milionów istnień ludzkich. Tymczasem Galton, coraz mocniej wątpiąc w sens swego dzieła, nie zamierzał być Prometeuszem nowej inżynierii społecznej. Czuł instynktownie, że zachęcił neofitów do otwarcia puszki Pandory, z której uleciały przygotowywane przez eugeników nieszczęścia: odosobnienie, sterylizacja i eutanazja.

Adam Ruszczyński

L. Hass, Wolnomularstwo w Europie Środkowo-Wschodniej w XVIII i XIX wieku, Ossolineum, Warszawa 1982, str. 44.

E. Black, Wojna przeciw słabym, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 2004, str. 377f.

S. Bratkowski, Oddalający się kontynent, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1980, str. 129.

Z. Libiszowska, Tomasz Jefferson, Ossolineum, Wrocław 1984, str. 70.