czwartek, lipca 27, 2017
Polish (Poland)Deutsch (DE-CH-AT)
Zawartość

Eutanazja w latach 1933-1945 w pamięci rodzinnej

Podczas seminarium w Berlinie Sigrid Falkenstein opowiedziała o swojej cioci, która była ofiarą eutanazji. Poniżej streszczenie historii rodzinnej.

W centrum historii, którą chcę opowiedzieć jest moja ciocia Anna. Długo nie wiedziałam, że została zakwalifikowana jako mniej wartościowy człowiek, według kryteriów narodowosocjalistycznych higieny rasowej III Rzeszy i stała się ofiarą przymusowej sterylizacji i eutanazji. W wielu rodzinach, które były świadkami podobnej zbrodni w ogóle nie rozmawiała się na ten temat. Dziś możemy powiedzieć, że takie zachowanie jest odbiciem zbiorowego procesu wypierania, przez niemieckie społeczeństwo, trudnych faktów. Moja ciocia dopiero od kilku lat ma swoje miejsce w pamięci mojej rodziny. Myślę, że to wynik przemiany społecznej w naszej kulturze wspomnień.

Do 2003 roku prawie nic nie wiedziałam o mojej cioci. Anna, która w naszej rodzinie nazywana była również Enna miała trzech braci. Mój ojciec był najmłodszym z nich. Anna była jedyną córką moich dziadków Friedricha i Anny Lehnkering. Oboje pochodzili z tzw. dobrego mieszczaństwa z Zagłębia Ruhry, gdzie prowadzili gospodę. Mój dziadek zmarł w 1921 roku, w rok po urodzeniu mojego ojca. Anna miała wtedy 6 lat. Powiedziano mi, że Ana zmarła w dzieciństwie.

To był dla mnie szok, gdy w 2003 roku, przez przypadek, w Internecie natknęłam się na nazwisko Anny. Nazwisko znajdowało się na liście ofiar nacjonalistycznej akcji: eutanazja. Ta lista zawierała ok. 30 tys. nazwisk, a wraz z nimi dokumentacje pacjentów, które były archiwizowane w Archiwum Federalnym w Berlinie. Wraz z dokumentami Anny Lehnkering, jako pacjentki, rozpoczęłam poszukiwania informacji o mojej cioci. Z karty choroby wynikało, że moja ciocia w 1935 roku padła ofiarą przymusowej sterylizacji. Diagnoza jej choroby brzmiała: dziedziczny wrodzony idiotyzm. Z karty choroby można było wywnioskować, że w latach 1936–1940 była pacjentką w zakładzie opieki w Bedburg-Hau.

Częścią składową dokumentacji pacjentów był tzw. tekst inteligencji, który u Anny stwierdził dziedziczną głupotę. Jej odpowiedzi mnie poruszyły. To są jedyne słowa, które po niej pozostały i mogę je przeczytać. Liczenie nigdy nie było jej mocną stronę, sama stwierdziła: „ Liczyć dobrze nie potrafię”. Na pytanie kim jest Hitler odpowiadała: „Wysokim prezydentem, ale już nie żyje”. Na pytanie o różnicę między schodami a drabiną odpowiadała: „Przy wchodzeniu po schodach można przytrzymać się poręczy, a drabinę trzeba postawić”. Może dzisiaj uznano by Anna, za osobę, która ma problemy z nauką.

Z karty choroby Anny wynika, że w dniu jej przyjęcia do Bedburg-Hau była spokojna i grzeczna. Tak też pamiętają Anne jej bracia, którzy opisują ją jako miłą dziewczynę. Między 1936, a 1940 rokiem jest też bardzo dużo wpisów, które dokumentują pogorszenie stanu zdrowia fizycznego i psychicznego. W notatkach odnalazłam informację, że Anna po przybyciu do zakładu dużo płakała i tęskniła za domem. Później zrobiła się pacjentką coraz bardziej uciążliwą, nie chciała pracować, denerwowała innych chorych. Z akt choroby nie można wywnioskować, gdzie i kiedy Anna zmarła. Moje poszukiwania kontynuowałam w Bedburg-Hau. Po długim milczeniu dostałam krótką odpowiedź, że Anna została w 1940 roku przeniesiona do Grafeneck, gdzie zmarła.

Do tego momentu nie wiedziałam zbyt wiele o eutanazji i przestępstwach. Niedawno czytałam książki Klee, Hermeler i Stöckle gdzie znalazłam przerażające odpowiedzi na moje pytania. Dowiedziałam się, że Anna została deportowana 6 marca 1940 roku w ramach akcji T4 do Grafeneck, gdzie od razu została skierowana do kabiny prysznica, w której ukryta była komora gazowa i tam została zamordowana. W tej miejscowości rozpoczęła się systematyczna przemysłowa zagłada ludzi, która później przekształciła się w holokaust. W wymienionych książkach czytałam przerażające informacje o zakładach eutanazji, gdzie tysiące ludzi określonych, jako niepotrzebny balast przeżywało męki przed śmiercią. Ana była jedną z tych osób. Spełniała kryteria selekcji swoich morderców. Była określana przez ideologię rasistowską, jako człowiek o mniejszej wartości, jednostka nieekonomiczna, wprost: zbędny pożeracz chleba. Jednym biurokratycznym zaznaczeniem: czerwonym plusem na formularzu zgłoszenia, została uznana za niepotrzebną, przeznaczoną do uśmiercenia. Miała wówczas tylko 24 lata.

Na początku pytałam starszych braci Anny, którzy byli już w mocno podeszłym wieku, o ich osobiste wspomnienia. Oni przypominali sobie niewiele, ale były to przeważały miłe wspomnienia z dzieciństwa i młodości. Bracia opowiadali o Anne, że była kochającą starszą siostrą. Miała wprawdzie problemy w nauce, dlatego chodziła do Hilfsschule (szkoła dla dzieci specjalnej troski), a później pomagała mamie w gospodarstwie domowym. Zmarła podczas wojny w jakimś zakładzie. Między 1936 a 1940 r., czyli między przekierowaniem Anny do Bedburg-Hau, a jej śmiercią jej bracia nic o nie potrafili powiedzieć. Miałam wrażenie, że po prostu wyparli najgorsze wspomnienia z tamtego okresu. Chciałam tę niepojętą niewiedzę i zapomnienie zrozumieć. Odpowiedź na te pytania znalazłam dopiero, kiedy zaczęłam zajmować się historią nazistowskiej higieny rasy. Wówczas zaczęłam zbierać informacje o mojej całej rodzinie.

W tzw. tablicy klanu znalazłam informacje o 24 członkach rodziny. Mogę przytoczyć dość zabawne wyliczenie cech charakterystycznych, którymi ich określono, a zaczynały się od sformułowań: lekko schizofreniczny, jedyny w swoim rodzaju, lekkomyślny, do określeń: dobroduszny, inteligentny. Trudno mi zrozumieć, że taką listę cech podpisali lekarze. Ta tablica opierała się z zasłyszanych informacji i denuncjacji. Tyle w niej kłamstwa ile prawdy. Oprócz Anny znalazłam tam trzech innych krewnych, których określono: mniej wartościowymi. Dowiedziałam się też o przymusowej sterylizacji innego członka mojej rodziny, ale nie będę teraz o tym opowiadać. Na początku lat 20. mój dziadek, który był uzależniony od alkoholu też był nazwany jednostką niepełnowartościową. Obojętnie jak to było, nasza rodzina, jak każda, jest po prostu zbiorem różnych indywidualności, z różnymi zdolnościami, predyspozycjami i skłonnościami, a na ich rozwój miały wpływ różne zewnętrzne czynniki. Informacja o dziedzicznej głupocie nie znajduje miejsca w mojej rodzinie, ponieważ większość moich przodków ma wyższe wykształcenie, co nie potwierdza również tezy, że oni są dziedzicznie inteligentni.

Po II wojnie światowej o Anne nie rozmawiało się w naszej rodzinie. Być może dlatego, że w ciężkim powojennym okresie było wiele innych problemów, a może dlatego, że moja rodzina po części zapoznana była już z „nauką o zdrowiu dziedzicznym”. W każdym razie starała się chronić wizerunku dobrych mieszczan. Do tego obrazu nie pasował element dziedzicznej mniejszej wartości członków rodziny. Moja babcia cierpiała w starszych latach na ciężką starczą depresję. Dziś myślę, że przyczyną choroby było milczenie o traumatycznych doświadczeniach rodziny.

Niewyobrażalne cierpienie mojej cioci Anny w Bedburg-Hau i Grafeneck bardzo mnie poruszyło. Milczenie społeczeństwa, w tym mojej rodziny, uważałam za nie do pomyślenia. Te doświadczenia, które zdobyłam są dla mnie impulsem, by angażować się w prace na rzecz upamiętnienia osób, które tak strasznie potraktowano. Dlatego staram się przywrócić pamięć o mojej cioci. W 2004 roku stworzyłam stronę internetową poświęconą jej pamięci. Stronę zauważyła artystka Ulrike Oeter, na tej podstawie stworzyła swoją artystyczną instalację pt.”Ostatnia podróż Anny”. W 2009 roku los Anny opisany został w książce „Czas i ludzie”. W tym samym roku dla Anny został ułożony kamień nagrobny z mottem „Człowiek znika wówczas, gdy zapomnimy jego nazwisko”. Dziś Anna ma bardzo silne miejsce w rodzinnej pamięci. Jestem wdzięczna rodzinie, za wspieranie mnie w mojej „drodze do cioci”. Mój ojciec, brat Anny, przeszedł bolesny proces pamięci o przeszłości, ale mam nadzieję, że to uwolniło go od złych wspomnień. Dopiero właściwie w czasie, kiedy w 2009 roku powstał pomnik dla Anny, ojciec przyznał się publicznie do swojej siostry, a kilka tygodni później zmarł.

Od 2004 na stronie internetowej zaczęłam publikować informacje o mojej cioci, wtedy ludzie, którzy chcieli dowiedzieć się czegoś o losach swoich członków rodzi przysyłali do mnie listy. Okazało się, że jest wiele osób, które miały podobne przypadki w rodzinie. Oni teraz otwierają się trochę na ten temat, choć wielu uważa nadal za wstydliwe, że w ich rodzinie były osoby niepełnosprawne, chore psychicznie.

Przez wiele lat administracja państwowa, organy sprawiedliwości nie zajmowały się losami osób wykluczonych ze społeczeństwa. A sprawcy tych czynów żyli na wolności, robili kariery zawodowe. Dlatego uważam, że podjęcie walki o wspomnienia z przeszłości to krok w kierunku nowej generacji. Zauważam, że coraz więcej instytucji, szpitali psychiatrycznych, które miały coś do czynienia z eutanazją w czasach nazistowskich zaczynają dyskutować na ten temat. To nie tylko tablice pamiątkowe, ale również profesjonalne wystawy. Na przykład w Bedburg-Hau, gdzie Anna była pacjentką, w 2009 roku otwarta została instalacja „Ostatnia podróż Anny”, o której wcześniej mówiłam. Klinika zakupiła ten projekt od artystki i umieściła instalację w swoim muzeum.

Powstaje teraz sporo różnych inicjatyw lokalnych, co daje nadzieję na przywrócenie pamięci o ofiarach eutanazji. Przykłady: „Berliński okrągły stół”, „Akcja T4”, „Niebieski wielbłąd”, czy „Ślady wspomnień”.

Wciąż jednak jeszcze wiele brakuje, Wspieram akcję powstania pomnika „Akcja T4”.

Czasami opowiadam o losach mojej cioci w szkołach. Młodzież nie ma dużej wiedzy na ten temat, ale kiedy o tym mówię to czuję, że oni pojmują te informacje sercem i umysłem. Dlatego uważam, że powinniśmy przekazywać wiedzę o Annie i innych ofiarach eutanazji, żebyśmy mogli się czegoś z tej historii nauczyć.

Materiały pomocnicze

Filmy propagandowe

Fragmenty filmów propagandowych wyprodukowanych przez Ministerstwo Propagandy III Rzeszy. Filmy w całości emitowane były przed normalnymi seansami w kinach w celu przygotowania opinii publicznej w Niemczech do fizycznej likwidacji chorych psychicznie i niepełnosprawnych.

Materiały pochodzą ze zbiorów prywatnych Artura Hojana.

UWAGA! Materiał przeznaczony dla dorosłych czytelników.

Zobacz więcej...

Audycje radiowe

Ludzie od zawsze chcieli żyć długo, być zdrowi i piękni, syci, mądrzy i inteligentni. Współczesne, niewyobrażalne postępy nauki dają narzędzia umożliwiające realizację marzeń o człowieku doskonałym. Rodzi się pokusa poprawiania natury poprzez eliminację jej błędów. Z tym większą uwagą należy przyjrzeć się historii eugeniki, która choć ze szlachetnych pobudek wyrosła, w czasach nazizmu doprowadziła do masowej zagłady. Chodzi wiec o to, by ludzie pyszni swą mocą panowania nad światem znów nie zabrnęli w ślepy zaułek, u końca którego czai się zbrodnia.

Zobacz więcej...

Kontakt

W sprawach związanych w z projektem prosimy o kontakt pod adresem:

Stowarzyszenie Dialog-Współpraca-Rozwój, Stary Rynek 2-3/3, 65-067 Zielona Góra


Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej

Wydawnictwo zostało przygotowane w ramach projektu „Polsko-niemieckie partnerstwo na rzecz upowszechniania wiedzy o ofiarach eugeniki (1933-1945)” z finansowym wsparciem Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej.

Herausgegeben mit finanzieller Unterstützung der Stiftung für deutsch-polnische Zusammenarbeit.