czwartek, lipca 27, 2017
Polish (Poland)Deutsch (DE-CH-AT)
Zawartość

Topf w Zielonej Górze

Już przed I wojną światową Topf stał się jedną z największych fabryk produkujących urządzenia na potrzeby browarów. Wkrótce poszerzono ofertę o bojlery, zbiorniki ciśnieniowe, systemy wentylacyjne, aż wreszcie w 1914 r. firma z Erfurtu zaczęła projektować i budować piece krematoryjne. Skróty od redakcji.

Kiedy do władzy doszedł Adolf Hitler, firmą J.A. Topf und Söhne zarządzali już bracia Ludwig i Ernst-Wolfgang Topfowie. Byli to młodzi, wykształceni Niemcy, którzy rychło stali się członkami NSDAP. Dokonali podziału firmy na rozmaite wydziały, z których każdy zajmował się produkcją innej kategorii wyrobów. Projektowaniem i produkcją pieców krematoryjnych zajmował się Departament D. Topf stał się liderem na rynku tego typu urządzeń, chociaż ich produkcja stanowiła niewielki procent wyrobów firmy.

Początkowo urządzenia kremacyjne miały gigantyczne rozmiary. Kompletna konstrukcja rozmieszczana była na kilku poziomach budynku. Powodowało to konieczność pełnej współpracy między inżynierami Topfa i architektami budowli, gdzie piece miały być osadzone.

Jeszcze przed rozpoczęciem II wojny światowej szefem pionu krematoryjnego (Departament D) mianowano starszego inżyniera - Kurta Pfüfera. Odtąd to on był odpowiedzialny za kondycję tej części firmy. Wraz z wybuchem II wojny światowej i gwałtownym rozwojem sieci nazistowskich obozów koncentracyjnych zaistniała paląca potrzeba szybkiego i efektywnego pozbywania się zwłok więźniów, którzy ginęli masowo z rozmaitych powodów. Nic więc dziwnego, że Departament D firmy Topf, którego kod zmieniono na D IV, miał pełne ręce roboty. Doświadczenie w budowie krematoriów cywilnych pozwoliły firmie J.A. Topf und Söhne sprostać oczekiwaniom SS. Budowano nie tylko krematoria stacjonarne, które składano w obozie, ale również krematoria przenośne, których korpusy wystarczyło osadzić na fundamencie, podłączyć do instalacji i przygotować do wstępnego rozruchu.

W drugiej połowie wojny, kiedy w czasie Zagłady Żydów piece często nie nadążały ze spopieleniem zwłok, w biurze konstruktorskim Topfa powstał szkic techniczny już nie tyle krematorium, ile spalarni zwłok. Był to rodzaj gigantycznego silosu, we wnętrzu którego wzdłuż pochylni opadać miały ciała do centralnego pieca zlokalizowanego na dnie konstrukcji. Projektu tego nie udało się już zrealizować.

* * *

W zasobach Państwowego Archiwum w Zielonej Górze zachowały się najprawdopodobniej fragmenty dokumentacji powiązanej z budową krematorium. Lektura tych materiałów może dostarczyć kilku interesujących informacji. Nie wiadomo, kiedy dokładnie niemieckie władze Zielonej Góry zainteresowały się tą metodą pochówku. Można jedynie przypuszczać, że wpływ na podjęcie decyzji o budowie krematorium miały zarówno rosnąca popularność tej metody, jak i jej stosunkowo niskie koszty.

Gotowe plany krematorium zatwierdzono w 1923 roku. Budowa budynku oraz pieców kremacyjnych trwała około roku. Dokumenty zachowane w zielonogórskim archiwum wprowadzają nas od razu w zaawansowaną dyskusję pomiędzy ówczesnym magistratem a Topfem. Jednym z pierwszych dokumentów pochodzącym z 1923 r. jest generalna specyfikacja techniczna pieca. Z uwagi na niewielkie rozmiary planowanego budynku zaproponowano piec jednoretortowy - tzn. z pojedynczą komorą spalania. Miał to być piec, który wprawiano by w rozruch generatorem koksowym. Było to urządzenie dość proste w obsłudze, wymagające jednak od palaczy nieustannej kontroli klap wentylacyjnych w celu osiągnięcia i utrzymania optymalnej temperatury spalania, określanej na ok. 900-1000°C.

Budynek krematorium w Zielonej Górze składał się z dwóch części: z sali obrządkowej o niewielkich wymiarach: 9,7 x 6 m i prostopadle do niej ustawionej dwupoziomowej sali piecowej, o wymiarach: 11,7 x 6,37 m. Z uwagi na fakt, że było to krematorium o stosunkowo niewielkich rozmiarów, trumnę wsuniętą z sali obrządkowej (zwanej też salą pożegnań) do sali piecowej trzeba było natychmiast obrócić o 90°, gdyż piec, jak i cała sala piecowa, był ustawiony prostopadle do wlotu łączącego oba pomieszczenia.

Piec miał 2,5 m szerokości i 4,9 m długości i stanowił zwartą konstrukcję wznoszącą się na dwóch poziomach sali piecowej. Na poziomie górnym znajdowały się tory prowadnicowe, na których poruszał się wózek żelazny. To na nim umieszczano trumny ze zwłokami, a następnie wprowadzano do wnętrza retorty spalań. Retorta wyłożona była wewnątrz materiałem szamotowym, z którego wytworzony był również ruszt w formie belek, dzięki którym popiół opadał do niżej położonych części.

W dolnej części sali piecowej, do której schodziło się po schodach, znajdowała się druga część pieca z generatorem koksowym, popielnikiem i przewodami wentylacyjnymi połączonymi z elektrycznym wentylatorem oraz przewodami dymnymi, które z kolei połączone były z kominem. Elektryczny wentylator napędzał rozgrzane powietrze oraz płonące gazy spalinowe do retorty, z której dym przewodem zasysany był do komina. Tutaj znajdowały się dwa popielniki - z jednego wygrzebywano popiół z przepalonego koksu, natomiast do drugiego opadał popiół z doczesnych szczątek śmiertelnika. Chociaż zachowana dokumentacja nie zawiera szczegółowych opisów tej części urządzenia, to należy przypuszczać, że między retortą a popielnikiem znajdował się ręczny młynek do mielenia dużych fragmentów kości. W ten sposób do szuflady w popielniku opadał popiół i mączka kostna, które następnie umieszczano w urnie.

Brak „księgi kremacyjnej" nie pozwala oszacować, ilu ludzi spopielono w zielonogórskim krematorium. Nie wiadomo też, ile lat działał sam obiekt.

* * *

Czy w zielonogórskim krematorium kremowano ofiary nazistowskich zbrodni? W toku prac nad krematoriami lokalnymi, w tym również nad krematorium w Zielonej Górze, nie udało się tego potwierdzić. Nie zachowały się żadne dokumenty na ten temat w zasobach Archiwum Państwowego w Zielonej Górze. Nie można jednak wykluczyć - chociaż teza taka nie znajduje potwierdzenia w zachowanych dokumentach - że istniała możliwość kremacji zwłok z obozów pracy przymusowej dla Żydów (obozy tzw. Organizacji Schmelt), z których część przemieniono później w podobozy KL Groß-Rosen - FAL Grünberg I oraz AL Grünberg II w Zielonej Górze bądź w pobliżu - myślę tutaj o takich podobozach jak: FAL Neusalz w Nowej Soli, AL Schertendorf w Przylepie, FAL Schlesiersee I w Sławie, FAL Schlesiersee II w Przybyszowie czy FAL Christianstadt w Krzystkowicach.

Warto pamiętać, że KL Groß-Rosen, który z podobozu KL Sachsenhausen w toku wojny przeistoczył się w samodzielny obóz koncentracyjny, w latach 1942-1944 stał się prawdziwym imperium skupiającym 99 obozów filialnych. Były one rozrzucone na terenie dzisiejszej Polski, Niemiec i Czech w promieniu kilkuset kilometrów (najbardziej wysunięty na północ podobóz Groß-Rosen znajdował się w Owińskach za Poznaniem, ponad 200 km w linii prostej od obozu w Rogoźnicy).

Co działo się ze zwłokami zmarłych lub zamordowanych więźniów? Praktyki były różne: grzebano zwykle w bezimiennych masowych grobach, zabierano zwłoki i palono w krematorium znajdującym się w obozie macierzystym, palono zwłoki w krematorium zainstalowanym w podobozie lub wykorzystywano lokalne krematoria cywilne albo adaptowano w tym celu piece przemysłowe.

Jeżeli w jakimś podobozie była wysoka śmiertelność, a obóz znajdował się daleko od obozu macierzystego, to wówczas nie opłacało się wysyłać ciężarówki w celu przewiezienia zwłok. Sytuacja taka miała miejsce w AL Kamenz - jednym z najdalej wysuniętych na zachód podobozów Groß-Rosen. Najprawdopodobniej również zwłoki zmarłych lub zamordowanych więźniów podobozu AL Görlitz popielono w tamtejszym lokalnym krematorium. Nie byłoby więc nic dziwnego, gdyby kiedyś znaleziono dokumenty potwierdzające taki stan rzeczy - zwłoki więźniów podobozów Groß-Rosen z Zielonej Góry i okolic mogły być spalane właśnie w miejskim zielonogórskim krematorium.

Dokumentacja dotycząca krematorium w niemieckiej Zielonej Górze rzuca sporo światła na sposób, w jaki inżynierowie J.A. Topf und Söhne odchodzili od wielkogabarytowych urządzeń kremacyjnych do kompaktowych pieców zdolnych do spalania nie kilku, ale kilkuset zwłok w ciągu doby. Krematorium w Zielonej Górze jest nie tylko przykładem unikalnej i wielce oryginalnej architektury krematoryjnej, ale również jednym z elementów skomplikowanej układanki, na drodze której tlą się ostateczne pojęcia jak „unicestwienie" czy „całkowita zagłada".

Wybrane źródła: The Engineers of the „Final Solution": Topf & Sons - Builders of the Auschwitz Ovens, Stiftung Gedenkstätten Buchenwald und Mittelbau-Dora, 2005; AP w Zielonej Górze: akta miasta Zielona Góra.

Materiały pomocnicze

Filmy propagandowe

Fragmenty filmów propagandowych wyprodukowanych przez Ministerstwo Propagandy III Rzeszy. Filmy w całości emitowane były przed normalnymi seansami w kinach w celu przygotowania opinii publicznej w Niemczech do fizycznej likwidacji chorych psychicznie i niepełnosprawnych.

Materiały pochodzą ze zbiorów prywatnych Artura Hojana.

UWAGA! Materiał przeznaczony dla dorosłych czytelników.

Zobacz więcej...

Audycje radiowe

Ludzie od zawsze chcieli żyć długo, być zdrowi i piękni, syci, mądrzy i inteligentni. Współczesne, niewyobrażalne postępy nauki dają narzędzia umożliwiające realizację marzeń o człowieku doskonałym. Rodzi się pokusa poprawiania natury poprzez eliminację jej błędów. Z tym większą uwagą należy przyjrzeć się historii eugeniki, która choć ze szlachetnych pobudek wyrosła, w czasach nazizmu doprowadziła do masowej zagłady. Chodzi wiec o to, by ludzie pyszni swą mocą panowania nad światem znów nie zabrnęli w ślepy zaułek, u końca którego czai się zbrodnia.

Zobacz więcej...

Kontakt

W sprawach związanych w z projektem prosimy o kontakt pod adresem:

Stowarzyszenie Dialog-Współpraca-Rozwój, Stary Rynek 2-3/3, 65-067 Zielona Góra


Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej

Wydawnictwo zostało przygotowane w ramach projektu „Polsko-niemieckie partnerstwo na rzecz upowszechniania wiedzy o ofiarach eugeniki (1933-1945)” z finansowym wsparciem Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej.

Herausgegeben mit finanzieller Unterstützung der Stiftung für deutsch-polnische Zusammenarbeit.