Projekt: „Lubuski barometr koniunktury gospodarczej - badania i analizy” współfinansowany jest ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki.

Zawartość

Artykuły PULS-u Trzy promile polityki

Trzy promile polityki


Gdyby w sondażach poparcia dla partii przed tegorocznymi wyborami wzięło udział nawet 10.000 respondentów, to mielibyśmy w sumie przebadanych... trzy promile wyborców. Niby niewiele. Ale skądinąd wiadomo, że człowiek z trzema promilami we krwi może już nagadać i narobić masę głupstw.


Czekam z utęsknieniem na badanie którejś z sondażowni, w którym jedyne pytanie będzie brzmiało: - Czy kiedykolwiek brał Pan/Pani udział w badaniu poparcia dla partii politycznych? Wówczas odpowiedziałbym „NIE", podobnie jak wszyscy moi znajomi, którzy ze zdziwieniem konstatują, że im bliżej wyborów, tym więcej sondaży poparcia dla czterech głównych sił politycznych, a jeszcze nikt nigdy do nich z takim pytaniem się nie zwrócił.

* * *

Nie jestem zwolennikiem spiskowej teorii o dyktacie pracowni i ośrodków badania opinii publicznej. Nie uważam, by sondażownie stały się piątą władzą, piątą kolumną, bądź ukrytą opcją kondominium niemiecko-rosyjskiego. Po prostu przyglądam się rzeczywistości, przeliczam i wnioskuję.

W Polsce jest 30 mln wyborców. A ilu dorosłych Polaków bierze udział w sondażowym wyrażaniu swoich opinii wyborczych? Znalazłem jedno badanie, które odpowiada na to pytanie (CBOS „Polacy o sondażach", kwiecień 2011, www.cbos.pl). Wynika z niego, że 14 proc. Polaków miało kontakt z sondażami (wszelkimi), a 82 proc. - nie miało. Szkopuł jednak w tym, że to badanie zostało przeprowadzone na 989-osobowej reprezentatywnej próbie losowej dorosłych Polaków. Podobnie jak każde inne badanie. Zwykle więc musi wystarczyć nam dopisek na raporcie z badania, że zostało przeprowadzone na 1.000-osobowej próbie badawczej. I to drobnym druczkiem, w przypisach u dołu jednej ze stron, niczym wzmianka „przed użyciem zapoznaj się z ulotką, lub skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą" na opakowaniu leku bez recepty.

W ten sposób otrzymujemy grupę tysiąca mitycznych respondentów, przeciętnych Polaków, statystycznych wyborców, w których opinii werbalizuje się Vox Populi. To realna Grupa Trzymająca Władzę, która wybiera nam 460 osobowy Sejm, 100 osobowy Senat, prezydenta, a pośrednio premiera i ministrów. Tak jak oni powiedzą w sondażu, tak cała reszta Polaków za nimi, jak za panią matką pacierz. Skutek jest taki, że po pierwsze: Platforma nie ma z kim przegrać, bo zwycięstwo przyniesie jej rozsądna większość, głosująca ze strachu przed kretyństwami PiS, a po drugie: reszta czynnych wyborców główkuje nie o tym kto ma najlepszy program dla Polski, ale o tym, jak nie zmarnować swojego głosu.

Kim zatem jest ów tysiąc mitycznych respondentów? Tego nie wiemy, bo badania są anonimowe. Można jednak zastosować rozwiązanie polubowne, które unaoczni skalę zjawiska. I uświadomi Polakom, że ten wyborczy pacierz trzeba mówić samemu, nie zważając na opinie. Otóż jeśli na opakowaniach produktów żywnościowych umieszczane jest dzienne procentowe zapotrzebowanie kaloryczne, jakie zawiera dany produkt, to dlaczego na raporcie z badania opinii o partiach politycznych nie ma informacji, że 1.000-osobowa próba badawcza to trzy dziesiąte promila całej rzeszy polskich wyborców?

Mówiąc jeszcze inaczej: gdyby w dziesięciu sondażach przed tegorocznymi wyborami do parlamentu wzięło udział nawet 10.000 respondentów i żaden z nich nie zostałby dwukrotnie dobrany losowo, to mielibyśmy w sumie przebadanych trzy promile wyborców. Niby niewiele. Ale skądinąd wiadomo, że człowiek z trzema promilami we krwi może już nagadać i narobić masę głupstw. Skądinąd wiadomo, że trzy promile dziegciu mogą zepsuć smak całej beczki miodu. Skądinąd wiadomo, że trzy promile piłkarskich „kiboli" w 10-milionowej rzeszy kibiców, mogą doprowadzić do zamknięcia stadionów i zradykalizowania polityki rządu. I wreszcie: trzy promile przewagi głosów między PO a PiS mogą zadecydować o przejściu od trzeciej do czwartej Rzeczpospolitej, czy - jak kto woli - o spadku Rzeczpospolitej z trzeciej do czwartej ligi.

* * *

Badania Lubuskiego Barometru Koniunktury Gospodarczej pokazują, że kiedy w gospodarce pojawia się polityka, to gospodarka od razu na tym cierpi. Wpływ polityki na działalność lubuskich firm jest oceniany źle i z miesiąca na miesiąc gorzej. A przecież rządzi rząd, który deklaruje przyjazny stosunek do przedsiębiorczości i gospodarkę stawia na najwyższym podium. Jednakże z drugiej strony okoliczności sprzedaży zielonogórskiego Lumelu świadczą o tym, jak nieprzemyślane i krótkowzroczne są gospodarcze decyzje tego rządu.

W Belgii od ponad pół roku parlament nie może wyłonić rządu, a wskaźniki gospodarcze tego kraju rosną. U nas w zupełności wystarczyłyby trzy promile polityki w gospodarce. Chociaż skądinąd wiadomo, że trzy promile wystarczą, żeby wszystko spieprzyć.

Michał Iwanowski

Developed By Powered By
Copyright 2009 RocketTheme, LLC